co z tą bagietką
DZIENNIK

co z tą bagietką?

Dzisiaj będzie o jedzeniu, albo o zwyczajach, a tak naprawdę to o jednym i drugim :)

. . .

Od dziecka uwielbiam świeże pieczywo, też tak macie? Jak dziś pamiętam gdy rano w czasie wakacji biegałam do sklepu i kupowałam chleb za złotówkę, może nawet mniej. Cały cieplutki i tak pyszny, że zjadało się go w 20 minut. Cały!

Dzisiaj lekko i z cyklu życie w Hiszpanii. Jakiś czas temu spotkała mnie śmieszna sytuacja i nie wspomniałabym o niej gdyby nie to, że powtórzyła się ponownie. Do dzisiaj zostało mi zamiłowanie do pieczywa, a jeśli jest ciepłe, to zwykle kończy się na tym, że zanim dotrę do domu, połowy owej tytułowej bagietki już nie ma. Tak było i tym razem. Wyszłam ze sklepu szczęśliwa, że za kilkanaście minut będę w domu, ale mocno ciepła bagietka nie dawała mi spokoju. Ułamałam więc kawałek i wcinam, gdy od mijającej mnie pani słyszę muy hambre, muy hambre i pobłażliwy uśmieszek. Muy hambre w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle co bardzo głodna/y. No nic, myślę i idę dalej. Chwilę później mijam starszego jegomościa, który wręcz przystanął i ze śmiechem na ustach mówi coś do mnie. Niestety nie zrozumiałam go, nawet nie wyłapałam słów, jednak na pewno było tam coś o głodzie. Uśmiechnęłam się, idę dalej i myślę…

Co z tą bagietką?

Wspomniałam o tym W gdy wrócił z pracy i co zabawne, okazało się, że też miał taką sytuację.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy dla Hiszpanów jedzenie w trakcie drogi jest czymś dziwnym, śmiesznym, niecodziennym? Pomyślałam nawet, że może ich sposób bycia, to, że nigdy się nie śpieszą sprawił, że nie wyobrażają sobie jeść czegokolwiek w trakcie chodzenia. Może wychodzą z założenia, że mają zawsze czas by usiąść i zjeść na spokojnie. Po uśmiechach wnioskuję, że nie jest to dla nich obraźliwe w żaden sposób (na szczęście), bo inaczej pewnie dostałabym bagietką po głowie, ale to co dla mnie jest normalne, dla nich nie jest. To z kolei skłania mnie do jeszcze jednej refleksji.

Czy to my rzeczywiście jesteśmy tak zabiegani?

Fakt, w Polsce ludzie zawsze wydają się gdzieś biegnąć, ale to iluzja związana z dużym miastem i dużą ilością ludzi. Nie pomyślałam jednak, że jedzenie w trakcie przemieszczania się może być oznaką braku czasu. To znaczy wiem, że jest to taki „symbol” pośpiechu, pączek i kawa w ręku i dziewczyna na obcasach biegnąca do swoich obowiązków. Taki obraz z amerykańskich filmów o wschodzącej bizneswoman, o kobiecie sukcesu albo po prostu o kobiecie. Hmmm, nie ma filmów o zabieganych facetach, ciekawe. Jednak to film, w prawdziwym życiu nie pamiętam bym spotkała na ulicy taki obrazek, nawet jeśli ktoś idzie z kawą z Costy, to raczej w towarzystwie, zajęty rozmową i nieśpiesznie. Sama nigdy nie jadam w biegu raczej dla smaku, bo coś lubię, bo akurat mam ochotę na słodkie czy na jabłko. Myślę o tym w kategoriach przyjemności z jedzenia. Nie zdarzyło mi się patrzeć na to od strony pośpiechu i jedzenia w tak zwanym biegu, a wam?

Jeśli jednak z braku czasu jecie w biegu, popijając kawą z tekturowego kubka, odbierając telefon i poprawiając fryzurę, to powinniście przyjąć od Hiszpanów jedną lekcję.

Zawsze trzeba znaleźć czas by zjeść na siedząco, bez pośpiechu, by móc celebrować te chwile i naładować baterie na cały długi dzień.

Ja staram się o tym pamiętać, jednak tej bagietki nie odpuszczę, nie zdążyłabym skosztować jeszcze ciepłej, a przecież dokładnie o to mi chodzi gdy ją jem i nieśpiesznie wracam do domu ;)

Previous Post Next Post

You Might Also Like