dlaczego nie piszemy listów
DZIENNIK

dlaczego nie piszemy już listów?

La Linea de la Concepción, 11.11.2016r.

Powoli zapominamy jak się pisze. Zrobienie listy zakupów nagle okazuje się wyczynem, więc robimy ją w telefonie, a i tak zapominamy do niej zajrzeć. Już dawno zapomnieliśmy jak to jest dostać zwykły list (tak, to całkiem co innego niż kartka od babci na święta). Zastanawiam się kiedy zgodziliśmy się wymienić papier i pióro na klawiaturę i dlaczego się na to zgodziliśmy. Tak, jasne, długie listy można pisać na komputerze, list miłosny z serduszkiem w tytule, ale nie oszukujmy się, kto tak robi. E-mail służy nam tylko do szybkiej wymiany korespondencji, zwykle zwięzłej treści, która ma załatwić sprawę. Komputer nie oddaje emocji. My nie oddajemy ich pisząc na nim.

Obdarło i okradło to naszą rzeczywistość z kawałka magii, nostalgii i romantyzmu, które wciąż tak bardzo cenię sobie w życiu. Gdzie te długie listy miłosne wyczekiwane dniami i nocami, które czytało się z wypiekami na twarzy towarzyszącymi już podczas otwierania koperty. Gdzie listy od bliskich opisujące nie tylko co się dzieje, ale też uczucia i obawy, które teraz zastępujemy jedną z miliarda emotikonek. Gdzie te wyjątkowe słowa, czasem pisane przez osoby z pięknym charakterem pisma, które podziwia się równie mocno jak treść. Wzdycham i wciąż się zastanawiam, dlaczego z tego wszystkiego zrezygnowaliśmy.

Ja piszę listy. Tak, tak, niepoprawna romantyczka, kanioska w krainie czarów. Mam przy tym swój mały rytuał, gdy nie ma nikogo w domu, siadam spokojnie, przygotowuję wszystko, patrzę na pustą jeszcze kartkę, myślę chwilę po czym zaczynam pisać. Potoki słów wylewają się na papier same. Sprawy błahe i te całkiem poważne. Czytam poprzedni list, na który chcę odpowiedzieć, zaparzam herbatę i piszę. Czasem przerywam, by wrócić do tego dzień później z głową pełną nowych słów. Chcę by te listy były ważne i piszę je tak aby były. Nie mam pięknego charakteru pisma, ale przecież nie to się liczy. Uczę się na nowo tego co zostało zapomniane i odczuwam zmianę jaka we mnie zachodzi. Gdy nadchodzi moment rozstania się z listem, następuje kolejny cudowny moment. Już od wrzucenia listu do skrzynki, zaczynam czekać na odpowiedź. To niezwykłe jakie emocje towarzyszą czekaniu na list. Tak samo gdy się list otrzymuje, może wtedy nawet bardziej, bez względu o czym zaraz przeczytam, wielki uśmiech pojawia się na mej twarzy. Nigdy nie chcę się pozbawiać tego uczucia.

Jak to kiedyś było

Przypominam sobie jak pisałam listy do tak zwanej „podwórkowej skrzynki” albo na wymianę z koleżanką. Podpatrzyłam wtedy od siostry, że przypala brzegi kartki dookoła zapałką, po czym gasi i oprósza. Wtedy był to najlepszy na świecie sposób, na zrobienie wyjątkowych kartek (czasy gdy papeteria była za droga), to było po prostu super cool. Lubie sięgać pamięcią do momentów, kiedy sama tego próbowałam. Pamiętam jak pierwsze próby wymykały się z pod kontroli, przez co moje kartki wyglądały raczej jak dziurawy papier pożarty przez nazbyt żarłocznego szczura niż papeteria wysokich lotów, ale i tak próbowałam. Wszystko się robiło dla tamtych listów, dla tej wartości jaką przedstawiały, dla osoby, do której się list kierowało. To było takie prawdziwe.

Teraz mogę polować na wyjątkową, piękną papeterię, wybór jest nieograniczony. Czekam na zakup pióra z turkusowym atramentem i po cichu liczę na to, że powoli przybędzie osób, które będą chciały znaleźć w swoim życiu chwilę na to by do mnie napisać. A tymczasem, idę poszukać kartek i zapałek i przypomnieć sobie jak to kiedyś było.

Z czułymi pozdrowieniami,

wasza na zawsze,

kanioska

Previous Post Next Post

You Might Also Like