Neil Gaiman do trzech razy sztuka
DZIENNIK

Neil Gaiman do trzech razy sztuka

Kto zrozumie angielskich pisarzy. Mocno trzymam się na krześle gotowa na krytykę jaka zaraz wręcz powinna na mnie spaść, i której otwarcie oczekuję. Ale pozwólcie, że zacznę od początku, nie będzie zbyt długo, obiecuję. Gaiman to autor o którym słyszałam dużo i często, a ponieważ były to same same przychylne opinie postanowiłam zrobić stanowczy krok. Chciałabym dodać, że częściowo winię wydawnictwo za tak ładne wydawanie książek, że nie można się im oprzeć (sorry MAG). Tak więc kupiłam piękną, czarną, w twardej oprawie i obwolutą, pierwszą z książek.

Amerykańskim Bogom mówimy NIE!

Tak wiem, że istnieją, tak jak hobbity, wróżki czy elfy, ale czy nie są dziwni? Przepraszam, że to powiem, ale oni są dziwni, jeśli jeszcze są, bo to wojna miała ich zniszczyć, a nie ja, serio. Naprawdę nie wiem jak to się stało, że nie mogę razem z chórem wołać w niebiosa och i ach. Amerykańscy bogowie to książka dłuuuugaaaaa, bardzo dłuuugaaaaaaa co jest paradoksem biorąc pod uwagę, że czytywałam już dłuższe. Akcja się nie zawiązuje, ona się pojawia, tak cicha, że nawet nie zauważasz kiedy, nawet nie wiesz, że już trwa. Przykleja się do ciebie jak stara guma do podeszwy i potem ciągnie się z każdym krokiem aż na sam koniec. I polubiłam nawet kilka postaci, pozdrowienia dla panów z zakładu pogrzebowego, czy Czernoboga ze swym młotem, co krowy powalał jednym uderzeniem, Cienia nawet polubiłam i Wednesday-a, któremu hołd przecież oddaję pisząc to dzisiaj w środę, ale postacie w książce to nie wszystko.

I nie jest tak, że jest to książka okropna, nie jest, nie jest też cudowna. Możliwe, że szukając zastępstwa dla swojego ukochanego J.Carrolla ustawiłam jej poprzeczkę za wysoko. Nie wczułam się w klimat, mimo 5 prób zaczynania jej od początku i odkładania. Tak, przeczytałam do końca i nadal z nostalgią spoglądam na piękny czarny grzbiet.

Ale to jeszcze nie koniec…

Chłopaki Gaiman-a

Nie zrażona tym niepowodzeniem obiecałam sobie sięgnąć po kolejną książkę, która już dumnie prężyła się na mojej półce. Chłopaki Anansiego, ah… Gdyby los choć raz chciał mi zrobić dobrze, to postawiłby ją na mej drodze jako pierwszą. To była książka, co tu dużo pisać. Wydaje się, że podobna w ilości stron do poprzedniej, a jednak przeczytanie jej zajęło mi nieporównywalnie mniej czasu i nie potrzebowałam jej wcale odkładać, gdyby nie te uporczywe przerwy na spanie i jedzenie, prawdopodobnie nie wychodziłaby mi z rąk.

Książka naprawdę zabawna, czytała się lekko no i ten nadprzyrodzony wątek, ja to po prostu uwielbiam. Mogę takie czytać i czytać. Miała w sobie jakiś urok i czar i naprawdę nie chcę byście mnie w tej kwestii słuchali dlatego też nie zdradzę zupełnie nic z fabuły. Po prostu wypożyczcie ją z biblioteki lub kupcie i zobaczcie sami, to jest świetna i lekka pozycja na wspaniały wieczór po ciężkim dniu pracy.

Godny zastępca!

Podsumowując powyższe powstał konflikt, jedno na tak, a drugie na nie. Nie mam co prawda kolejnej książki, by się z nią zmierzyć, ale czuję, że już niedługo przyjdzie czas by się w takową zaopatrzyć i rozstrzygnąć spór. Nie wytrzymam długo nie wiedząc czy Neil zostanie godnym zastępcą Jonathana.

PS. Mr Carroll please write a hole new bunch of books soon, please!

PS2. Mr Gaiman thank you for wonderful reading one of my favourite books ‚The Land of Laughs’. You have a very nice voice. :)

Previous Post Next Post

You Might Also Like