nowe spojrzenie na stare sprawy
CODZIENNOŚĆ

nowe spojrzenie na stare sprawy

Minęły już prawie dwa lata odkąd przeprowadziłam się do Hiszpanii. Od tego czasu tak wiele się pozmieniało. Jedną z takich rzeczy jest mój stary pogląd na temat tego jak mówimy wracając po długim czasie z zagranicy. Nie chcę pisać o żadnych udawanych akcentach czy jak to niektórzy próbują być na siłę brytyjscy czy amerykańscy, nie o to chodzi. Kiedyś myślałam, że to idiotyczne i udawane gdy ktoś po powrocie myli/miesza słowa. Miksuje dwa języki, nie potrafi się poprawnie wypowiedzieć. Bardzo się myliłam. Dobrze że mijający czas tak sprawnie weryfikuje nasze stare teorie.

Po drugiej stronie barykady

Łatwo się pewnie domyślacie skąd taka zmiana. Po prostu ten sam problem dotknął mnie. Do tego dwukrotnie mocniej. Mieszkając w Hiszpanii, rozpoczęłam naukę tego języka, z oczywistego powodu. Jeśli planuję mieszkać w obcym kraju, to nauczenie się podstaw języka wydaje się być niezbędnym minimum. Oczywiste jest, że lokalsi inaczej na ciebie patrzą gdy próbujesz mówić w ich języku niż po angielsku, którego tutejsi Hiszpanie też wcale nie opanowali.

Drugą trudnością okazała się bliskość Gibraltaru, gdzie urzędowym językiem jest angielski, wiec teoretycznie przekraczając granicę trzeba się przestawić na angielski. Jednak 80% tamtejszych zatrudnionych to Hiszpanie, którzy niekoniecznie obsłużą cię w sklepie po angielsku. Za to w w barze czy restauracji możesz mieć właściwie pewność, że obsługa zwróci się do ciebie po angielsku. Dwojakość tej sytuacji spowodowała, że wystąpiła potrzeba przestawienia mózgu na angielski i hiszpański i jakoś sobie radziłam, wszystko grało do czasu.

Jeden z kolejnych wyjazdów do Polski potwierdził jak duży jest problem z natychmiastowym przestawieniem się na swój własny ojczysty język. Jak maksymalnie dziwnie okazał się brzmieć język polski w autobusie, gdzie dopiero po chwili uświadamiasz sobie, że wszystko rozumiesz. Krótka wymiana zdań w sklepie kończyła się nagle znajomym gracias, a nie wyuczonym przez lata dziękuję i kolejny raz uświadomiłam sobie to dopiero po kilku minutach po opuszczeniu sklepu.

Nowe spojrzenie na stare sprawy

Kiedyś miałam to za zuchwalstwo, za rodzaj przechwalstwa i komunikatu skierowanego do innych: popatrzcie wróciłem z zagranicy. Teraz nabrało to zupełnie innego wymiaru. Jedna z moich sióstr pierwsza wyjechała za granicę, jak przyjeżdżała w odwiedziny, to nagle rozmowy z nią stały się trudniejsze niż zwykle (a jest straszną gadułą). Dlaczego tak się działo? Bo przy całym jej słowotoku mimowolnie nasuwały jej się słowa, a czasem i całe zdania w języku norweskim. Przyzwyczaiła się myśleć w tym języku. A jeśli mózg myśli w danym języku, to buzia w nim mówi.

Oczywiście moja teoria na ten temat jako przejaw zuchwalstwa była, jak wspomniałam na wstępie, tylko młodzieńczą mrzonką i niewiedzą spowodowaną moją ignorancją w tamtym czasie. Wtedy nie zaprzątałam sobie głowy by zapytać dlaczego ktoś tak robi czy mówi i trochę szkoda, bo dzieciom wolno więcej. Temat ten jednak pozostał gdzieś z tyłu mojej głowy nadal niezapomniany i dopiero gdy sama znalazłam się w takiej sytuacji, wrócił by o nim napisać. Teraz, gdy sama doświadczyłam tego jak ciężko się rozmawia, wiem jak bardzo się myliłam. Wiesz co i jak chcesz powiedzieć, ale nie możesz przypomnieć sobie odpowiedniego słowa w języku polskim za to nasuwa ci się angielskie czy nawet hiszpańskie słowo (mimo że mój zasób słów hiszpańskich jest jeszcze bardzo ubogi).

Rozprawianie się ze swoimi starymi wymysłami jest nawet zabawne i pozwala poznać siebie dokładniej, zweryfikować dawne poglądy, spojrzeć inaczej na wiele spraw. To jak oczyszczanie dysku i wgrywanie zupełnie nowych danych, od czasu do czasu jest to wręcz konieczne. Dlatego do lamusa idą stare bzdurne myśli i zwracam honor wszystkim, na których kiedykolwiek krzywo spojrzałam, gdy starali się poprawnie wysłowić tak jak ja teraz ;).

See ya ludziki!

Previous Post Next Post

You Might Also Like