tworzyć dla siebie
DZIENNIK

tworzyć dla siebie

Powroty do bloga są ciężkie. Ten czas to taki kac moralny, usprawiedliwianie się przed sobą, uczucie bezsilności i złość. Niepisanie rozleniwia, spowalnia myśli, zostawia mnie w tyle. Zamiast pisać mam luki, tu wyjazd, tam choroba. Czy się użalam? Nie. Piszę jak jest. Codzienność zjada nas po trochu. Codziennie robimy wiele rzeczy i jeśli na wszystko nie starcza, to mamy pretensje do siebie, że nie wystarczająco się postaraliśmy.

Obraz w treści 1Marudzę W, że czasem nie mam o czym pisać, podczas gdy powodem jest samo to, że nie piszę. Banalne i do rozwiązania natychmiast. Dodatkowo, ilekroć nie piszę kilka dni, jest mi źle, nagle mam zły humor, nic mnie nie cieszy. Wiem dokładnie z jakiego powodu tak jest i zastanawiam się wtedy dlaczego sama się sabotuję. Pisanie nie jest przecież przymusem, lubię to robić. Bez tego nie czuję się całkowicie pełna. Ile jest takich rzeczy, z których istnienia zdajemy sobie sprawę, a i tak nic z tym nie robimy. Coś działa nie tak, gdzieś tam głębiej jest jakiś problem, który podstępnie zabiera pewność siebie.

„Moim zdaniem artysta zawsze trochę tworzy dla siebie, licząc na to, że w słuchaczu znajdzie podobny rodzaj wrażliwości. I że jego dźwięki zadziałają na kogoś dokładnie tak jak na niego.”

-Monika Brodka-

Gdy przeczytałam to zdanie w gazecie, którą kupiłam na lotnisku wracając do domu, miałam właśnie taką lukę w pisaniu, kolejny raz. Zdanie to było zapalnikiem i od razu wiedziałam, że muszę to wszystko z siebie wyrzucić. Związałam się z tym zdaniem dokładnie tak jakby uformowało się w mojej własnej głowie i podszeptywało mi je moje własne serce, może nawet tak było, tylko zabrakło odwagi by powiedzieć to na głos. Każdy kto tworzy robi to trochę dla siebie, oddając część siebie i dlatego gdy nadchodzi ta chwila by pokazać się przed innymi to drżymy na samą myśl. Liczymy na to, że nas zaakceptują, że komuś się spodoba i że poradzimy sobie jeśli nie. Dlatego ja też drżę, za każdym razem zanim wciskam opublikuj, dlatego mam luki, bo wmawiam sobie, że wszystko co wymyślę, to głupie i nikt tego nie będzie czytał. Sabotuję, a gdy już się odważę i opublikuję, to wyłączam wszystko i nic nie sprawdzam, aż do kolejnego razu. Tak, wracam zawsze, bo lubię pisać. Chyba już zawsze będę to robić, bez względu na wszystko. Jest w tym pewnego rodzaju strach i odwaga jednocześnie. Wydaje się, że wszyscy ludzie są ulepieni z kontrastów.

Tylko spokój nas uratuje

Na najbliższe dni przewidziałam spokój. Pracę nad sobą. Wyciszenie. Myślenie i nostalgiczne wzdychanie do budzącego się za oknem dnia z kubkiem herbaty w ręku (to poniekąd też na potrzeby wyzwania z Jest Rudo). Muszę kiedyś naprawdę mocno podziękować Natalii za jej pracę nade mną.

Powoli też ziszcza się małe i większe. Nie o wszystkim jeszcze mogę mówić, ale sama świadomość jest pokrzepiająca. Myślenie o otaczających mnie ludziach jest pokrzepiające. Perspektywa cieszenia się szczęściem pary przyjaciół, którzy się pobierają, odwiedzin nowego małego pokolenia, które wkrótce się pojawi, nadchodzące wakacje z rodziną, nadchodzące święta z W. Za co więcej mogłabym być wdzięczna. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała wracać na bloga, mam nadzieję, że zawsze tu będę, a wy razem ze mną.

Dzięki za wasz czas.

Previous Post Next Post

You Might Also Like