attack-on-titan-anime
INACZEJ

zwykły dzień

Piknik w parku, to zawsze dobry pomysł. Dobre winko w plastykowych kieliszkach z reala, sałatka owocowa, pyszne kanapki. Czytanie na majowej dopiero co zazielenionej trawie pod cieniem starego klonu….

…wszystko co dobre w końcu się kończy …

...

Wpadające do pokoju promienie słoneczne nigdy nie pozwoliły mi pospać dłużej. Czas na zakup rolet, a póki co do poniedziałku musi wystarczyć koc który dzisiaj zawiśnie na karniszu. Przecierając oczy tego ranka nie odnotowałem żadnych znaków ostrzegawczych. Ziemia nie drgała. Nie było wycia syren ani ostrzeżenia w porannym dzienniku.

Kawa smakowała tak samo.

Potężny grzmot nie był tym, który zwiastuje pierwsze letnie burze. Zrywające się do lotu ptaki zmąciły ciszę, przekrzykując się o miejsce w kolejce do ucieczki.

Zerknąłem w stronę okna. Mój dobudzający się mózg nie rozpoznał tego widoku. Myślę, że nawet na najwyższych obrotach nie byłby w stanie tego zrobić. To nie było coś co widuję się codziennie za oknem swojego mieszkania na dziesiątym piętrze. Piękna obręcz szaro niebieskich rozbłysków okalająca czarny jak dno głębokiej studni okręg. Może postąpił bym krok do przodu, ostatni krok mojego życia, jednak tak się nie stało, przeznaczenie nie potrzebowało na swoim statku więcej pasażerów. Chwilowy zachwyt spowodowany tym niecodziennym widokiem w kolejnej chwili przetransformował w przerażenie, tak silne, że zamarłem w miejscu, dokładnie tam, gdzie stałem.

Działo się coś złego.

Będę pamiętać towarzyszące mi tego dnia uczucie odrętwienia, przerażenia, terroru jaki spadł na nasz świat i widoku mojego mieszkania które zniknęło minutę po tym jak opuściłem budynek.

Dziesięć lat po tym zdarzeniu nadal żyję, nie mam co prawda tyle co kiedyś, prawdopodobnie już nigdy nie będę miał. Życie ludzi cofnęło się o jakieś sto lat do tyłu. Siedzimy jak mrówki w słoiku bawiącego się nami dzieciaka, którego widok za każdym razem przeraża nas jeszcze bardziej. Siedzimy za wysokim na 50 metrów murem, ostatnia ostoja ludzkości odkąd pojawili się oni.

Chciałbym uraczyć was opowieścią o tym jak bohatersko znalazłem się w tym miejscu, jak dotarłem na drugi koniec kontynentu by znaleźć się tu gdzie teraz jestem, jak tułałem się za każdym razem walcząc o swoje życie, jak straciłem rękę. Niestety nie pamiętam nic z tego co działo się przez rok od kiedy opuściłem swoje mieszkanie. Z najczarniejszych koszmarów sennych nie budzę się już w przerażeniu tak jak na najmniejsze mgliste wspomnienie z tamtego roku. Czas naznaczony krwią, bólem i stratą wszelkiego rodzaju.

Nazwaliśmy ich TYTANAMI, zesłani na ziemię wraz z piorunem boga, w którego już dawno nie wierzyliśmy. Wielkie, człekokształtne istoty bez rozumu i wyraźnego powodu by żyć, z jednym tylko celem – unicestwienia ludzkości. Początkowy chaos przerodził się w walkę o przetrwanie, walczył każdy kto tylko potrafił i miał siły, jednak bardzo szybko okazało się, że nie damy rady. Nie wiemy, czy ktoś jeszcze przetrwał, czy na innych kontynentach ludzie byli w stanie gdzieś jeszcze zbudować podobne do naszych mury, za którymi mogliby się schować, stworzyć miejsca w których mogliby bezpiecznie żyć. Nie mamy łączności, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Musieliśmy odrodzić się od nowa, stworzyć działający system opieki, obrony, komunikacji. Odważni, który zdecydowali się na walkę by zdobyć informacje o tytanach, wychodzą na ekspedycje raz w miesiącu grupami, z których wraca zwykle mniej niż połowa ochotników. Uzyskane informacje przerażają nas każdego dnia jeszcze bardziej, choć gdzieś tam w tunelu pojawiło się jedno niewielkie światło, cios, który prawidłowo zadany może powalić olbrzyma, tak by już nie powstał.

Dzisiaj jak co dzień od jakiegoś już czasu wybrałem się na spacer wzdłuż rzeki, która prowadzi do centrum, jak zawsze z notatnikiem w ręku powoli zapisując te słowa. Kto by pomyślał, że będziemy musieli poznawać słowo pisane od nowa, stawiając koślawe znaki na papierze. Dzisiaj mija dokładnie dziesięć lat od pojawienia się tytanów na ziemi i dokładnie w chwili kiedy o tym pomyślałem rozległ się znajomy gwałtowny rozdzierający dźwięk…

…to nie może być… biegnę wzdłuż drogi chcąc zobaczyć co się dzieje, może zawalił się jakiś budynek… może ktoś potrzebuje pomocy…

… staje na środku placu i nie wierzę własnym oczom… to nie może być prawda… to się nie dzieje…

Na pięćdziesięciometrowym murze widzę wielką dłoń, a zaraz potem zza muru wyłania się głowa wielkiego tytana bez skóry, który jednym kopnięciem wybija dziurę w naszym nowym domu torując drogę swoim kolegom…

W tym momencie, uświadomiłem sobie, że ten świat… jest …

… okrutny.

Inspiracją do napisania tej notatki była manga ATTACK ON TITAN (Shingeki no Kyojin) autorstwa Hajime Isayama oraz anime o tym samym tytule.
PS. Jeśli to was nie zachęci, to już nic tego nie zrobi ;)
Previous Post Next Post

You Might Also Like